Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 listopada 2012

O mammmamija!

Niektórzy z Was już wiedzą, a dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą: Będziemy rodzicami.
A dziś będzie o ciąży. Głupota ludzka zawsze mnie złościła, ale odkąd jestem w stanie ociężałym mam ochotę czasem pizgnąć głupca w łeb. Na razie na ochocie się kończy, ale jeszcze długa droga przede mną, więc kto wie. A głupków jakby więcej na świecie ostatnio. Weźmy na to te laski co je Ewek opisywała we wpisie o WTC. No cieszyły się jak małpa w cyrku i naprawdę niewiele mi brakowało, żeby podejść i uciszyć te śmiszki.
Poza tym przez pierwszy okres to byłam fontanną łez. Wszystko, no prawie wszystko mnie wzruszało. Nawet głupie zdjęcia kociąt na necie. A ludziska wiedzą, że koty lubię, to mi podsyłają tego od cholery.
Inna rzeczą jest reakcja ludzi na naszą wiadomość: Niektórzy nie dowierzają, niektórzy głupio żartują. Jedna koleżanka się popłakała ze wzruszenia, jakbym ja potrzebowała więcej zachęt to płaczu. Najgłupsi jednak są ci, którzy komentują: no nareszcie, najwyższy czas albo coś w tym stylu. Ludzie nie mogą pojąć, że mnie naprawdę nie obchodzi kiedy oni uważają, że jest właściwy czas. Tych to nawet pizgnąć przez łeb się nie chce. Niektórzy powtarzają jak mantrę i z wielką satysfakcją, że wszystko się zmieni, ze nie mamy pojęcia, że nic nie będzie takie samo. takim mówimy, że wiemy, bo przecież mamy kota, a on jak dziecko :) Mina jest zawsze bezcenna.
Z resztą ludziska strasznie lubią straszyć jak tylko dowiedzą się o ciąży, ale o tym może innym razem.

poniedziałek, 9 lipca 2012

Krotkie Streszczenie Informacyjne

W okropnym stresie żyłam ostatnio, to i pisać nie bardzo miałam ochotę. Przyczyną mojego stresu jest Szekspir, który znów się rozchorował. Długie nieprzespane noce spędziłam pilnując go. W końcu okazało się i tak, że jedyną opcją miała być operacja, albo uśpienie kotka. Co ja się napłakałam, namartwiłam. Postanowiłam, że więcej zwierząt mieć nie mogę, bo to nie na moje nerwy. Inni ludzie potrafią podjąć decyzję na chłodno, a ja nie. Mój J. natomiast nie może patrzeć jak ja się martwię (o płaczu nie wspomnę), więc zgadza się na wszystko.
Stanęło więc na operacji i powiem wam, że będę jeździć na kocie, bo ta kasa co przepuściłam na jego weterynarza w ciągu dwóch lat kupiłaby mi lepszy samochód, którego desperacko potrzebuję. Ja wiem, że ludzie tego nie rozumieją, ba, ja sama tego nie rozumiem.
Szekspir jest już po operacji i czuje się całkiem nieźle biorąc pod uwagę okoliczności. To pozwoliło mi trochę odetchnąć.
W piątek pojechaliśmy do Connecticut pozałatwiać parę spraw i oprócz wielkiego korka przypomniało mi się, że poza Nowym Jorkiem całkiem niedaleko istnieje zupełnie inny świat, zupełnie inna Ameryka. Ani lepsza, ani gorsza, inna po prostu. Wolniejsza trochę, spokojniejsza, zdecydowanie grubsza (zajechaliśmy do Wall-martu).
Kilka zdjęć z drogi:
Po powrocie zatrzymaliśmy się w Parku na Queensie.