Zawsze uwielbiałam Halloween, choć w tym roku nie Świętuję. Niedługo już z Młodym będę zbierać łakocie :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NYC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NYC. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 31 października 2013
niedziela, 2 czerwca 2013
Czas Świętować
Ostatnie zajęcia miałam w grudniu i już, dość, skończyłam szkołę. Ceremonia zakończenia odbywała się dopiero w maju i zastanawiałam się czy iść. Bo czy ma sens przywdziewać togę pięć miesięcy później? Czy ma sens stroić się i świętować jakieś osiągnięcie po takim czasie, kiedy dawno już przechodzi się nad tym do porządku dziennego? Przecież życie nie stoi w miejscu i przede mną już inne wyzwania i inne szczyty do zdobycia. I czasu teraz jakoś mało i snu brakuje.
Jednak warto. Warto zatrzymać się i świętować nawet jeśli to mała górka, a nie wielki szczyt. Znaleźć czas by odwrócić się i powiedzieć sobie: zasłużyłam na tę chwilę radości, bo pracowałam ciężko. A później powiesić togę do szafy i przywdziać nowy stój na nowe wyzwanie.
Jednak warto. Warto zatrzymać się i świętować nawet jeśli to mała górka, a nie wielki szczyt. Znaleźć czas by odwrócić się i powiedzieć sobie: zasłużyłam na tę chwilę radości, bo pracowałam ciężko. A później powiesić togę do szafy i przywdziać nowy stój na nowe wyzwanie.
wtorek, 22 stycznia 2013
HOPE, czyli Będzie Lepiej
Każdy popiera kandydata na prezydenta , bo ma jakieś własne powody. Niektórzy tylko dlatego, że boją się co by się działo gdyby wygrał ten drugi. Kiedy Obama został wybrany po raz pierwszy olbrzymia większość ludzi wręcz euforycznie popierała Obamę. Byłam jedna z tych osób, bo jak większość, miałam swoje konkretne interesy na uwadze.
Pracowałam wtedy jeszcze w collegu i studenci wymogli na managemencie, żeby był włączony telewizor, gdzie leciała inauguracja na żywo. Ludzie nie poszli na lekcje, sekretarki nie odbierały telefonów- wszyscy oglądaliśmy historyczne zaprzysiężenie. Co i rusz ktoś ocierał łzy wzruszenia. Moja szefowa nie oglądała jak i kilka innych, bo to była niemyśląca republikanka. W samym środku przysięgi wysłała kogoś po mnie, żebym przyszła, teraz już natychmiast, bo coś ważnego się dzieje. Szlag mnie mało nie trafił, ale poczekałam do końca i poszłam. Okazało się oczywiście, że to nic pilnego. Studentka, która mnie szukała, poszła razem ze mną oglądać przemówienie.
Minęły cztery lata i Obama nie spełnił wielu obietnic, zawiódł więc wielu ludzi. Tym razem i tak popierała go większość, głownie ze strach przed tym co działoby się gdyby ten drugi objął władzę. A było się czego bać, nie jakieś strachy na lachy z dziecinnych opowiastek. Znów byłam jedną z tych zawiedzionych, ale popierających. Kampania Obamy była silniejsza niż cztery lata temu i dużo bardziej konkretna.
Jeśli miałam jakieś wątpliwości, co do tego czy tym razem będzie lepiej rozwiały się one wczoraj. Przemówienie inauguracyjne nowego- starego prezydenta było fantastyczne. Obama zawsze świetnie przemawia, ale wczoraj to nie było przemówienie świetne, ale również konkretne. Zahaczyło o wszystkie ważne dla mnie aspekty i jeszcze kilka. Porównując to z przemówieniem sprzed czterech lat to nawet nie ma czego porównywać.
Pracowałam wtedy jeszcze w collegu i studenci wymogli na managemencie, żeby był włączony telewizor, gdzie leciała inauguracja na żywo. Ludzie nie poszli na lekcje, sekretarki nie odbierały telefonów- wszyscy oglądaliśmy historyczne zaprzysiężenie. Co i rusz ktoś ocierał łzy wzruszenia. Moja szefowa nie oglądała jak i kilka innych, bo to była niemyśląca republikanka. W samym środku przysięgi wysłała kogoś po mnie, żebym przyszła, teraz już natychmiast, bo coś ważnego się dzieje. Szlag mnie mało nie trafił, ale poczekałam do końca i poszłam. Okazało się oczywiście, że to nic pilnego. Studentka, która mnie szukała, poszła razem ze mną oglądać przemówienie.
Minęły cztery lata i Obama nie spełnił wielu obietnic, zawiódł więc wielu ludzi. Tym razem i tak popierała go większość, głownie ze strach przed tym co działoby się gdyby ten drugi objął władzę. A było się czego bać, nie jakieś strachy na lachy z dziecinnych opowiastek. Znów byłam jedną z tych zawiedzionych, ale popierających. Kampania Obamy była silniejsza niż cztery lata temu i dużo bardziej konkretna.
Jeśli miałam jakieś wątpliwości, co do tego czy tym razem będzie lepiej rozwiały się one wczoraj. Przemówienie inauguracyjne nowego- starego prezydenta było fantastyczne. Obama zawsze świetnie przemawia, ale wczoraj to nie było przemówienie świetne, ale również konkretne. Zahaczyło o wszystkie ważne dla mnie aspekty i jeszcze kilka. Porównując to z przemówieniem sprzed czterech lat to nawet nie ma czego porównywać.
środa, 16 stycznia 2013
Baby Shower
Ten rok będzie dzieciaty, a co za tym idzie obfitujący w baby showers. Dla tych, którzy nie wiedzą: baby shower to taka impreza przed narodzinami dziecka, gdzie celebruje się przyszłą matkę i to właśnie dziecko. Jest to okazja by kupić prezent zanim małe się urodzi, co pomaga przyszłym rodzicom skompletować potrzebne rzeczy. Tradycyjnie baby shower to impreza samych babek, ale widzę, że pomału się od tego odchodzi.
Pierwszy tegoroczny baby shower odbył się w tę niedzielę. Impreza miała miejsce u przyszłej babci i uczestniczyły w niej same kobiety. Mąż i ojczym ciężarnej pojawiali się tylko sporadycznie, żeby coś donieść, dolać, sprzątnąć etc. Pojechałam tam z koleżanką i okazało się, że znałam tylko ją i vice versa. Cała reszta gości znała się jeszcze z dzieciństwa. Na początku był poczęstunek, później rozpakowywanie prezentów, deser i do domu. W międzyczasie ponarzekałam sobie z duecie z gospodynią na ciążę- jak nam bardzo niewygodnie, jak ciężko spać, jak trudno oddychać, jakie wkurzające jest to spowolnienie. Nikt ciężarnej nie zrozumie jak druga ciężarna :)
Baby showers są w sumie nudne i mój na pewno będzie dla obydwu płci i z alkoholem. Nie ma co się kazać ludziom męczyć :)
Pierwszy tegoroczny baby shower odbył się w tę niedzielę. Impreza miała miejsce u przyszłej babci i uczestniczyły w niej same kobiety. Mąż i ojczym ciężarnej pojawiali się tylko sporadycznie, żeby coś donieść, dolać, sprzątnąć etc. Pojechałam tam z koleżanką i okazało się, że znałam tylko ją i vice versa. Cała reszta gości znała się jeszcze z dzieciństwa. Na początku był poczęstunek, później rozpakowywanie prezentów, deser i do domu. W międzyczasie ponarzekałam sobie z duecie z gospodynią na ciążę- jak nam bardzo niewygodnie, jak ciężko spać, jak trudno oddychać, jakie wkurzające jest to spowolnienie. Nikt ciężarnej nie zrozumie jak druga ciężarna :)
Baby showers są w sumie nudne i mój na pewno będzie dla obydwu płci i z alkoholem. Nie ma co się kazać ludziom męczyć :)
sobota, 8 grudnia 2012
wtorek, 9 października 2012
Nieobecność Usprawiedliwiam
Nie było mnie tu, w necie, ostatnio wcale. Za intensywnie jestem w realu i tu już nie starcza sił. Wszystko na raz woła o moją uwagę, a ja próbuję rozdwoić się i potroić i nawet się czasem udaje. Lato minęło za szybko. Było jezioro, był ocean. Była wiewiórka włamywaczka kuchenna. W międzyczasie poznałam Evek nareszcie osobiście i nauczyłam się od niej między innymi nazywać mojego kota "ładnym inaczej", a nie paskudkiem. Evek opowieść o odwiedzinach w Wielkim Jabłku jest tu, tu i tu. Polecam.
Teraz moje życie koncentruje się głównie na walce z różnymi instytucjami publicznymi. Procedury i procedury, a człowiek jakoś z tego wszystkiego znika, przecieka pomiędzy kolejnymi kawałkami papieru. A urzędnicy te świstki lubią gubić, zapominać. Nikt nie myśli o tym, że nie chodzi o to, żeby te papierki uporządkować, że przecież chodzi o człowieka, że człowiek powinna być ważniejsza od kolejnego karteluszka. Walka z urzędami to taka walka z wiatrakami i czasem zdaje mi się, że Don Kihot miał w tym więcej sukcesów niż ja.
Nie miało być pesymistycznie, ale jakoś tak wyszło. Cóż, następnym razem będzie optymistyczniej.
A tu kilka fotek z lata:
Teraz moje życie koncentruje się głównie na walce z różnymi instytucjami publicznymi. Procedury i procedury, a człowiek jakoś z tego wszystkiego znika, przecieka pomiędzy kolejnymi kawałkami papieru. A urzędnicy te świstki lubią gubić, zapominać. Nikt nie myśli o tym, że nie chodzi o to, żeby te papierki uporządkować, że przecież chodzi o człowieka, że człowiek powinna być ważniejsza od kolejnego karteluszka. Walka z urzędami to taka walka z wiatrakami i czasem zdaje mi się, że Don Kihot miał w tym więcej sukcesów niż ja.
Nie miało być pesymistycznie, ale jakoś tak wyszło. Cóż, następnym razem będzie optymistyczniej.
A tu kilka fotek z lata:
wtorek, 10 lipca 2012
Z Anetą w Teresie
Spóźniłam się, zawsze się spóźniam. Ograniczenie spóźnialstwa było moim postanowieniem noworocznym i idzie mi całkiem nieźle, ale nadal mam wpadki. Aneta czekała na szczęście, z książką w reku.
Aby przełamać lody miałyśmy iść na lody. Ale polskie naleśniki i piwo (też polskie) równie dobrze przełamują lody :) Najlepsze naleśniki dają w Teresie i tam poszłyśmy. O czym gadać z kimś nieznajomym? Nie wiem, ale Aneta, jak się okazało, nie jest nieznajoma. Ze znajomymi jak wiadomo gada się o wszystkim i tak właśnie było: o książkach, blogach, psach, kotach, papugach, mężach, pracy i wszystkim po trochu. Niekoniecznie w tej kolejności. Na początku gadatliwy kelner, którego znałam z czasów pracy w Teresie, później był zajęty i zostawił nas samym sobie. Zrobiłam Anecie zdjęcie, ale niestety na blogu go nie będzie. A żałujcie, bo Aneta ma uśmiech rozświetlający całe pomieszczenie. Świetnie jest móc przyłożyć twarz i realną osobowość do osobowości blogowo- facebookowej. Już nie mogę się doczekać następnego spotkania.
I oczywiście czekam niecierpliwie na spotkanie z Ewek :).
Aby przełamać lody miałyśmy iść na lody. Ale polskie naleśniki i piwo (też polskie) równie dobrze przełamują lody :) Najlepsze naleśniki dają w Teresie i tam poszłyśmy. O czym gadać z kimś nieznajomym? Nie wiem, ale Aneta, jak się okazało, nie jest nieznajoma. Ze znajomymi jak wiadomo gada się o wszystkim i tak właśnie było: o książkach, blogach, psach, kotach, papugach, mężach, pracy i wszystkim po trochu. Niekoniecznie w tej kolejności. Na początku gadatliwy kelner, którego znałam z czasów pracy w Teresie, później był zajęty i zostawił nas samym sobie. Zrobiłam Anecie zdjęcie, ale niestety na blogu go nie będzie. A żałujcie, bo Aneta ma uśmiech rozświetlający całe pomieszczenie. Świetnie jest móc przyłożyć twarz i realną osobowość do osobowości blogowo- facebookowej. Już nie mogę się doczekać następnego spotkania.
I oczywiście czekam niecierpliwie na spotkanie z Ewek :).
poniedziałek, 9 lipca 2012
Krotkie Streszczenie Informacyjne
W okropnym stresie żyłam ostatnio, to i pisać nie bardzo miałam ochotę. Przyczyną mojego stresu jest Szekspir, który znów się rozchorował. Długie nieprzespane noce spędziłam pilnując go. W końcu okazało się i tak, że jedyną opcją miała być operacja, albo uśpienie kotka. Co ja się napłakałam, namartwiłam. Postanowiłam, że więcej zwierząt mieć nie mogę, bo to nie na moje nerwy. Inni ludzie potrafią podjąć decyzję na chłodno, a ja nie. Mój J. natomiast nie może patrzeć jak ja się martwię (o płaczu nie wspomnę), więc zgadza się na wszystko.
Stanęło więc na operacji i powiem wam, że będę jeździć na kocie, bo ta kasa co przepuściłam na jego weterynarza w ciągu dwóch lat kupiłaby mi lepszy samochód, którego desperacko potrzebuję. Ja wiem, że ludzie tego nie rozumieją, ba, ja sama tego nie rozumiem.
Szekspir jest już po operacji i czuje się całkiem nieźle biorąc pod uwagę okoliczności. To pozwoliło mi trochę odetchnąć.
W piątek pojechaliśmy do Connecticut pozałatwiać parę spraw i oprócz wielkiego korka przypomniało mi się, że poza Nowym Jorkiem całkiem niedaleko istnieje zupełnie inny świat, zupełnie inna Ameryka. Ani lepsza, ani gorsza, inna po prostu. Wolniejsza trochę, spokojniejsza, zdecydowanie grubsza (zajechaliśmy do Wall-martu).
Kilka zdjęć z drogi:
Po powrocie zatrzymaliśmy się w Parku na Queensie.
Stanęło więc na operacji i powiem wam, że będę jeździć na kocie, bo ta kasa co przepuściłam na jego weterynarza w ciągu dwóch lat kupiłaby mi lepszy samochód, którego desperacko potrzebuję. Ja wiem, że ludzie tego nie rozumieją, ba, ja sama tego nie rozumiem.
Szekspir jest już po operacji i czuje się całkiem nieźle biorąc pod uwagę okoliczności. To pozwoliło mi trochę odetchnąć.
W piątek pojechaliśmy do Connecticut pozałatwiać parę spraw i oprócz wielkiego korka przypomniało mi się, że poza Nowym Jorkiem całkiem niedaleko istnieje zupełnie inny świat, zupełnie inna Ameryka. Ani lepsza, ani gorsza, inna po prostu. Wolniejsza trochę, spokojniejsza, zdecydowanie grubsza (zajechaliśmy do Wall-martu).
Kilka zdjęć z drogi:
Po powrocie zatrzymaliśmy się w Parku na Queensie.
niedziela, 24 czerwca 2012
Mermaid Parade, czyli syrenki na Coney Island
Tutaj zawsze dzieje się coś ciekawego i za to właśnie kocham to miasto. Pogoda wczoraj była świetna. Było ciepło, ale dało się odczuć miłą bryzę od oceanu, no i nie było tak wielkiej wilgotności powietrza jak w ostatnich kilku dniach. I dobrze, bo akurat wczoraj wypadła coroczna parada syrenek na Coney Isand. Chociaż w pobliżu Coney Island mieszkam od lat, to nigdy jakoś nie było mi po drodze. Tym razem jednak wybraliśmy się obydwoje. Ludzi już w metrze było całe mnóstwo, a już tam na miejscu ciężko było się dopchać, żeby coś zobaczyć. Ja się dopchałam oczywiście, bo ja się zawsze wszędzie wmanewruję :) Paradowały głównie syrenki, rybki, koniki i inne morskie stwory, ale można też było spotkać Transformers ku uciesze dzieci wszystkich płci, których oczy na widok tego pana robiły się okrągłe jak spodeczki, a buzie zamierały w zachwycie.
Najwięcej było jednak rożnego rodzaju bogiń i bogów morskich.
Największą furorę robiły najmłodsze syrenki.
Ja załapałam się na darmowe przytulanie. Grzechem byłoby nie skorzystać.
Po wszystkim morskie stwory wybrały się na plażę, czy może z powrotem do siebie do morza...
Na Huffington Post jest fajny filmik z parady. Polecam, bo można zobaczyć Nowojorczyków takich jakimi naprawdę są, a nie wtedy kiedy idą do pracy w szpilach czy garniturach.
piątek, 15 czerwca 2012
Próba Generalna
Zorientowałam się, że mogę dodawać posty z telefonu. Lepiej późno, niż wcale. Tylko zdjęcia jakoś dziwnie się dodaje.
czwartek, 14 czerwca 2012
Na Potęgę
Gubię karty biblioteczne. Tak już mam. Co i rusz się zawierusza i potrzebuję nowej. Normalne procedura to przyjście z dokumentem tożsamości i zapłacenie kary. Ja nigdy kary nie płaciłam, bo dobra dusza litowała się nade mną za każdym razem. Tym razem karty nie zgubiłam. Za to osiągnęłam maksimum rezerwacji książek. Więcej nie wolno.
Śmieszna rzecz, ze w brooklyńskiej bibliotece jest więcej książek Jerzego Pilcha po angielsku niż po polsku. Za to Nicholasa Sparksa jest chyba więcej po polsku (tak, czytam czasem tego pana- nie można cały czas czytać ambitnie :)) Taka biblioteka to świetna rzecz. Zamawia sobie człowiek książkę i ją przywożą do mojego oddziału prostu na przykład z Greenpointu.
Będę się relaksować przy tym. Nawet okładka wygląda romantycznie :)
Śmieszna rzecz, ze w brooklyńskiej bibliotece jest więcej książek Jerzego Pilcha po angielsku niż po polsku. Za to Nicholasa Sparksa jest chyba więcej po polsku (tak, czytam czasem tego pana- nie można cały czas czytać ambitnie :)) Taka biblioteka to świetna rzecz. Zamawia sobie człowiek książkę i ją przywożą do mojego oddziału prostu na przykład z Greenpointu.
Będę się relaksować przy tym. Nawet okładka wygląda romantycznie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)













