Już wklepałam super-duper przydługi wpis w moim telefonie, już publikuję, i co? "Coś poszło źle, spróbuj jeszcze raz." Nawet wersja robocza się nie zachowała. No @#$%^!!!
No coż, może chociaż zdjęcia?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zobaczone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zobaczone. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 20 października 2013
czwartek, 31 stycznia 2013
Pies ze skłonnościami
Spokojnie przeglądałam sobie blogi, prasę, facebook i oto natknęłam się na artykuł o "gay dog". Ok, pomyślałam, pewnie chodzi o wyjątkowo radosnego czworonoga. Niestety myliłam się. Artykuł był o wyjątkowo tępym człowieku, który "przyłapał" swojego pitbula jak zabawiał się z innym psem. Oba psy były chłopcami, więc człowiek- baran doszedł do wniosku, że jego pies jest homoseksualistą. Nie mógł znieść tego, więc postanowił się psa pozbyć. I to nie zwyczajnie oddać go do adopcji, lub sprzedać. O nie, pies ze skłonnościami zasługiwał na uśpienie, zdaniem tego inteligentnego inaczej właściciela.
Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy postanowili pomóc młodemu i zdrowemu zwierzęciu. Pies ma teraz nowy dom. W sumie wszystko dobrze się skończyło.Psu to na pewno na dobre wyszło bo taki bałwan pewnie dobrze zwierząt nie traktuje. Jak widać idioci są wszędzie i mają się świetnie. Smutno tylko jak znajdują się również w sejmie kraju w środku Europy.
Artykuł tu. Stąd też zdjęcie.
sobota, 12 stycznia 2013
The Hobbit, czyli jak mnie dupsko rozbolao od siedzenia
Hobbita widzieliśmy jeszcze w grudniu, ale to był zwariowany czas i nie bardzo miałam chęci i energię na pisane czegokolwiek.
Poszliśmy do kina na wieczorny seans, weszliśmy trochę wcześniej żeby zając dobre miejsca. Film zaczął się z godzinnym opóźnieniem, a krzesełka były jedne z najbardziej niewygodnych. Kiedy już seans się rozpoczął byłam więc nieźle poirytowana bo plecy i dupsko zaczynały dawać znać o sobie.
Film był w technologii IMAX i full wypas, ale okulary, które dostaliśmy były do niczego. Po pierwsze były strasznie niewygodne i wrzynały mi się za uszami. Po drugie światła kinowe (na schodach czy po bokach) odbijały się w okularach wymagając określonej pozycji głowy. Co w zestawieniu z super niewygodnym siedzeniem było nie do zniesienia. Uważam, że jak się bierze taką kasę za bilet to chociaż okulary mogłyby być porządne, nie jakieś badziewie.
Ale wróćmy do samego początku filmu.Jak się juz łaskawie raczył rozpocząć to nie mogłam sie doczekac, aż się naprawdę rozpocznie. Serio. Sam początek to takie pitu pitu- Bilbo chodz na przygode, nie pojde na żadną wyprawę Gandalfie Hobbity nie lubią przygód. Ależ Bilbo sie zmieniłeś, nie i już Gandalfie, ok to nie, a to jednak tak. Serio, pitu pitu biesiaduja, pitu pitu bałagania, pitu pitu widz ziewa.
Po jakiejś godzinie dopiero zrobiło się ciekawiej, czyli jak już wyruszyli na te cholerną wyprawę. I wtedy było fajnie. Prawie okulary przestały mi przeszkadzać :) Efekty były na tyle dobre, że kilka razy naprawdę miałam wrażenie, że coś leci w moją stronę i przymykałam oczy.
Zapomniałam tez prawie o niewygodzie siedzeń, chociaż przyznam, że wierciłam się jak dziecko i ciesze się, że nikt przede mną nie siedział, bo zakładałam nogi na siedzenie naprzeciwko. Ale ja teraz ogólnie mam tak, że mi niewygodnie.
Podsumowując: Hobbita polecam mimo wszystko. Seans jest przydługi, ale jak sie przebrnie przez początek, to warto.
Poszliśmy do kina na wieczorny seans, weszliśmy trochę wcześniej żeby zając dobre miejsca. Film zaczął się z godzinnym opóźnieniem, a krzesełka były jedne z najbardziej niewygodnych. Kiedy już seans się rozpoczął byłam więc nieźle poirytowana bo plecy i dupsko zaczynały dawać znać o sobie.
Film był w technologii IMAX i full wypas, ale okulary, które dostaliśmy były do niczego. Po pierwsze były strasznie niewygodne i wrzynały mi się za uszami. Po drugie światła kinowe (na schodach czy po bokach) odbijały się w okularach wymagając określonej pozycji głowy. Co w zestawieniu z super niewygodnym siedzeniem było nie do zniesienia. Uważam, że jak się bierze taką kasę za bilet to chociaż okulary mogłyby być porządne, nie jakieś badziewie.
Ale wróćmy do samego początku filmu.Jak się juz łaskawie raczył rozpocząć to nie mogłam sie doczekac, aż się naprawdę rozpocznie. Serio. Sam początek to takie pitu pitu- Bilbo chodz na przygode, nie pojde na żadną wyprawę Gandalfie Hobbity nie lubią przygód. Ależ Bilbo sie zmieniłeś, nie i już Gandalfie, ok to nie, a to jednak tak. Serio, pitu pitu biesiaduja, pitu pitu bałagania, pitu pitu widz ziewa.
Po jakiejś godzinie dopiero zrobiło się ciekawiej, czyli jak już wyruszyli na te cholerną wyprawę. I wtedy było fajnie. Prawie okulary przestały mi przeszkadzać :) Efekty były na tyle dobre, że kilka razy naprawdę miałam wrażenie, że coś leci w moją stronę i przymykałam oczy.
Zapomniałam tez prawie o niewygodzie siedzeń, chociaż przyznam, że wierciłam się jak dziecko i ciesze się, że nikt przede mną nie siedział, bo zakładałam nogi na siedzenie naprzeciwko. Ale ja teraz ogólnie mam tak, że mi niewygodnie.
Podsumowując: Hobbita polecam mimo wszystko. Seans jest przydługi, ale jak sie przebrnie przez początek, to warto.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



