Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cuda Świata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cuda Świata. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 czerwca 2012

Mermaid Parade, czyli syrenki na Coney Island

Tutaj zawsze dzieje się coś ciekawego i za to właśnie kocham to miasto. Pogoda wczoraj  była świetna. Było ciepło, ale dało się odczuć miłą bryzę od oceanu, no i nie było tak wielkiej wilgotności powietrza jak w ostatnich kilku dniach. I dobrze, bo akurat wczoraj wypadła coroczna parada syrenek na Coney Isand. Chociaż w pobliżu Coney Island mieszkam od lat, to nigdy jakoś nie było mi po drodze. Tym razem jednak wybraliśmy się obydwoje. Ludzi już w metrze było całe mnóstwo, a już tam na miejscu ciężko było się dopchać, żeby coś zobaczyć. Ja się dopchałam oczywiście, bo ja się zawsze wszędzie wmanewruję :) Paradowały głównie syrenki, rybki, koniki i inne morskie stwory, ale można też było spotkać Transformers ku uciesze dzieci wszystkich płci, których oczy na widok tego pana robiły się okrągłe jak spodeczki, a buzie zamierały w zachwycie.


 Najwięcej było jednak rożnego rodzaju bogiń i bogów morskich.



Największą furorę robiły najmłodsze syrenki.  


 Ale te starsze tez były popularne.



Ja załapałam się na darmowe przytulanie. Grzechem byłoby nie skorzystać.

Po wszystkim morskie stwory wybrały się na plażę, czy może z powrotem do siebie do morza...


Na Huffington Post jest fajny filmik z parady. Polecam, bo można zobaczyć Nowojorczyków takich jakimi naprawdę są, a nie wtedy kiedy idą do pracy w szpilach czy garniturach.




piątek, 24 lutego 2012

Polecam

Zachwycona i oszalała na punkcie tej książki polecam ją każdemu, kto ma parę chwil na zbyciu. Książka jest fascynująca. Świat rzeczywisty miesza się w niej z literackim i zacierają się granice pomiędzy nimi. Pod pewnymi nieuchwytnymi względami przypomina mi trochę Mistrza i Małgorzatę Bułhakowa. Przeczytanie jej zajęło mi w sumie miesiąc, bo miałam spore przerwy. Odkładałam, rozmyślałam, czytałam od nowa.
 

Jak już wspominałam J. zaczął mi czytać Bossypants Tiny Fay.  Ona jest po prostu śmieszna, bardzo mądrym, przemyślanym humorem. Nie zliczę ile razy popłakałam się ze śmiechu, a jeszcze jej nie skończyłam. Troje najśmieszniejszych ludzi, o których mi wiadomo, to: Tina Fey, Jeff Dunham (Ahmed!, Peanut!) i Ellen DeGeneres. W tej kolejności.

wtorek, 3 stycznia 2012

W 2011 przeczytałam...

2011 to nie był zły rok. Zrobiłam całkiem sporo, zrealizowałam większość planów. Nie był ekscytujący, nie wydarzyło się nic ciekawszego od wycieczki na plaże, czy długu w bibliotece. Nie będę podsumowywać, bo nie ma za bardzo o czym mówić.
W zeszłym roku przeczytałam mniej książek niż bym chciała i zdecydowanie mniej dobrych, czy zachwycających książek niż mój czas na to pozwolił. Dla mnie dobra książka to taka o której sobie jeszcze czasem rozmyślam nawet kilka miesięcy po przeczytaniu. Szkoda, że nie wiem czy książka jest świetna zanim po nią sięgnę, to by oszczędziło mi sporo czasu i rozczarowań. Zwłaszcza, że jakoś tak mam, że jak już książkę zacznę to ją zazwyczaj doczytam do końca bez względu na to jak mnie męczy. To trzeba zmienić i nawet kilku w tym roku nie doczytałam do końca (czytaj: dwóch). Na następny rok życzę sobie, aby dobre książki stanowiły więcej niż 20% tego co przeczytam.
Te dobre w tym roku to były, w kolejności czytania:
1. Anna Karenina- Tołstoja. Lepiej późno niż wcale i jeśli ktoś z Was jeszcze nie czytał to zachęcam (za darmo na kindle i innych e-readers).

2. The Murderer's Daughters- Randy Susan Meyers.

Książka została wydana w wielu językach jednym z nich jest polski. Niestety polskie wydawnictwo zrobiło błąd w nazwisku autorki, oraz błędnie podaje, że książka jest autobiograficzna. Powstała ona w oparciu o prace autorki w pomocy socjalnej, ale nie jest ani autobiograficzna, ani nie opisuje prawdziwych wydarzeń.
Jest to historia dwóch dziewczynek, których ojciec zabija matkę. Ich perypetie są naprawdę wciągające, a autorka opisuje ich przeżycia bardzo wiarygodnie.





3. The Secret Life of Bees- Sue Monk Kidd.
Też wydana po polsku. Pojawiła się tez ekranizacja.Książka o kobietach, rasistowskiej Ameryce i kobietach jeszcze raz. Przykro mi było ją kończyć.










4. The Namesake- Jhumpa Lakiri.
Rownież do znalezienia po polsku. Opowieść o poszukiwaniu własnego ja, napisana z humorem i jakże pięknym językiem. Tym bardziej interesująca bo wprowadzająca w nieznany świat bengalskich emigrantów.









5. Once Upon A River- Bonnie Jo Campbell.
Nie znalazłam po polsku. Po książkę warto sięgnąć z wielu względów. Jednym z nich niech będzie to, że jest o dziewczynie, która w nieszczęściach swojego młodego życia nie szuka ratunku u mężczyzn. Nie śni o pięknym rycerzu, chociaż pewnie takim by nie pogardziła ( a która by pogardziła :)). Nie marudzi, jest silna i lubi seks.







Miłego czytania.

piątek, 23 grudnia 2011

Wesołych...


Życzę Wam, byście pod choinką znaleźli dokładnie to czego Wam potrzeba.
Wesołych Świąt!
PS. Uwielbiam moją choinkę :)

środa, 13 lipca 2011

O pogodzie, ale nie o niczym

W Nowym Jorku znów upały. Uff i puff i w ogóle. Jest tak gorąco, ze myśleć można tylko w klimatyzowanych pomieszczeniach, bo na zewnątrz zanim myśl powstanie w mózgu to się rozpuści. I myśl i przepracowana szara komórka.

Nie wiem jak to jest, że złośliwość pogody zawsze psuje weekendy, a kiedy człowiek ma iść do pracy to rozpogadza się i słoneczko śmieje się z nas szyderczo. najlepszym przykładem długi weekend czwartolipcowy.

Człowiek miała wielką ochotę na spływ kajakowy, och jaką wielką. Umówiła się na niedziele, bo w sobotę nie chciało nam się wstawać wcześnie. A w rzeczoną niedzielę jak nie lunie, jak nie zagrzmi. Nic to, człowiek z jeszcze innymi ludziskami pojechała na miejsce gdzie olbrzymia grupa innych ludzików kempingowała sobie w najlepsze. Zanim dojechaliśmy to lało już kompletnie i słabo było widać cokolwiek. Mimo tego chcieliśmy wynająć sprzęt i płynąć. Nic z tego, za duży deszcz, za niebezpiecznie. Nikt nie wynajmie nam kajaków. Ok, posiedzieliśmy z grupą i wieczorem jak się rozpogodziło wróciliśmy do Nowego Jorku. Okazało się, że w Nowym Jorku trochę też padało, ale nie tak strasznie. Następnego dnia (Święto Niepodległości) w największe korki postanowiliśmy jechać na to samo miejsce.* Takie mieliśmy parcie na te kajaki.

Było pięknie, słonecznie i byliśmy pewni, że już nic nam nie przeszkodzi. Nic z tego. Przez noc woda zaczęła spływać z górek i pagórków całymi wodospadami do rzeki i nikt na tym odcinku Delaware nie chciał wypożyczyć nam kajaków. A przejechaliśmy kawałek, pytając wszędzie. Wszędzie słyszeliśmy, że rzeka jest rwąca, niebezpieczna, głęboka.
Wzięliśmy zatem ponton, ale to nie to samo. Ponton jest powolny, ciężki w sterowaniu, ciężko się wiosłuje, a poza tym nie da rady wypożyczyć ponton na jedną osobę. Widoki nadal były piękne, ale pogoda z poprzedniego dnia nawet wtedy zdołała pokrzyżować nam plany.















A to ostatnie zdjęcie dla ochłody w tych gorących dniach.



*
Zastanawiacie się pewnie dlaczego nie zostaliśmy na noc, skoro cała grupa kempingowała. Otóż musieliśmy wracać, bo Szekspir cały czas choruje i musimy dawać mu lekarstwa. Poprosić kogoś, żeby nakarmił kota pod naszą nieobecność to jedno, a poprosić, żeby kotu wstrzykiwał lekarstwo do paszczki to już co innego.