Akurat rozmawiałam z mamą przez skype jak poczułam, że zakręciło mi sie w głowie. Zaraz potem coś odciągnęło mnie od biurka i myślałam przez chwilę, że Szekspir chce się bawić. Zdarzyłam już nawet krzyknąć- Szekspir nie drap krzesła, ale nie było go nigdzie w pobliżu.
- Mamo, coś dziwnego się dzieje- mówię. Stolik do kawy się trzęsie a szyba z niego przesunęła się niebezpiecznie na jedną stronę. Potem spojrzałam na kwiatka a on jakby mu coś w liściach siedziało.
Pierwsze co pomyślałam- wybuch. Gdzieś coś wybuchło, gaz pewnie i o bogini zawali mi sie moje piękne mieszkanko. Tak, pomyślałam o mieszkanku, nie o własnym bezpieczeństwie.
- Może to trzęsienie ziemi? zasugerowała mama.
- No co ty mamuś, w Nowym Jorku nie ma trzęsień- powiedziała co wiedziała pani mądralińska- Huragan już prędzej, ale nie trzęsienie. Dla pewności jednak zajrzałam na klika stron internetowych, ale nic nie było w wiadomościach i już byłam pewna, że to ekipa remontowa coś spierdzieliła w budynku.
Pierwszą informacją potwierdzającą, że to jednak było trzęsienie ziemi były statusy znajomych na Facebook a później artykuł na polskiej stronie :)
Przez te kilkadziesiąt sekund nieźle się wystraszyłam. Zdecydowałam, że nie nadawałabym się do życia w Kalifornii gdzie takie rozrywki to chleb powszedni. Byłam zdenerwowana do końca dnia, nigdy nie myślałam, ze jestem taką panikarą .
Ponoć ludzie na Manhattanie myśleli, że to atak terrorystyczny. Tak jakby wszyscy się tego spodziewali i to stało się kwestia kiedy, a nie czy w ogóle. A teraz czekamy na huragan Irene i chociaż ma być łagodnie to niektórzy już panikują.