środa, 16 października 2013
Infografika dla Michalika
W świetle ostatnich wypowiedzi biskupa Michalika na temat pedofilii w kościele (tu i tu), doszłam do wniosku, że biedny biskup MUSI mieć jakiś uraz mózgu. Nie ma się co wyżywać na chorym, trzeba mu pomóc. Zainspirowana tym wykresem stworzyłam własny. Kolorowe obrazki czasem lepiej trafiają do niektórych, niż najprostsze tłumaczenia. Może macie pomysł jak to teraz Michalikowi przekazać?
poniedziałek, 2 września 2013
Nadszedł Wrzesień
Żyjemy sobie pomalutku, po cichutku. Czas biegnie, lato dobiega końca. Mama, która jest nieocenioną pomocą, niedługo pojedzie, ale na razie cieszę się jej obecnością. Cieszy się też młody, który naprawdę ją uwielbia i serce boli jak pomyślę, że nie będzie jej miał już na co dzień.
Do pracy na razie postanowiłam nie wracać, bo młody jest jeszcze za młody, a i ze żłobkiem się coś pokomplikowało. Żłobki są na Brooklynie bardzo drogie, zapisywać się trzeba dużo wcześniej i niestety jedyny do którego byłam przekonana nie miał już miejsc od września. Reszta to takie w zasadzie przedszkola, gdzie jedna lub dwie panie opiekują się dziećmi w różnym wieku. Większość na moje pytanie odpowiada, że nie ma aż tak małych dzieci, ale mają licencję i miejsce można zrobić dla takiego malucha. Niestety ktoś z tak małym doświadczeniem z niemowlakami mnie nie przekonuje, a na dochodzącą nianię mnie nie stać. Nic to, wrócę od przyszłego semestru. Za tym przemawia tez fakt, że młody jest cały czas karmiony wyłącznie piersią.
Tymczasem cieszę się czasem, który spędzam z małolatem. Staram się mamę zabierać tu i ówdzie, ale to straszna męczarnia poruszać się po Nowym Jorku z dzieckiem w wózku. Prawie nigdzie nie ma wind, schody są strome, a wózek ciężki.
Młodego po obejrzeniu Hotelu Transylwania nazywamy Srakulą, co bardzo do niego pasuje. I ta wampirowata i ta srakulowata część.
Czytam niestety mało, ale za to oglądam polskie seriale z mamą. Zauważyłam, że grają w nich prawie ci sami aktorzy. Jest zwłaszcza jeden taki niewysoki z ciemnymi włosami, który pojawia się wszędzie. Ci, którzy mają telewizję na pewno wiedza o kogo chodzi, a sprawdzać mi się nie chce. W jednym z oglądanych seriali występują ci sami aktorzy w różnych rolach. I na przykład super ładna blondynka gra najpierw właścicielkę salonu kosmetycznego, a później ekscentryczną malarkę. Rudowłosy młodzieniec najpierw ginie w wypadku motocyklowym, a później gra syna bogatego biznesmena. Czyżby zupełnie brakowało aktorów? Jedno muszę przyznać tym serialom. Życie w nich jest prostsze, mało szarości, wątpliwości brak: albo coś jest złe, albo dobre i już. Szkoda, że rzeczywistość nie jet taka prosta.
Do pracy na razie postanowiłam nie wracać, bo młody jest jeszcze za młody, a i ze żłobkiem się coś pokomplikowało. Żłobki są na Brooklynie bardzo drogie, zapisywać się trzeba dużo wcześniej i niestety jedyny do którego byłam przekonana nie miał już miejsc od września. Reszta to takie w zasadzie przedszkola, gdzie jedna lub dwie panie opiekują się dziećmi w różnym wieku. Większość na moje pytanie odpowiada, że nie ma aż tak małych dzieci, ale mają licencję i miejsce można zrobić dla takiego malucha. Niestety ktoś z tak małym doświadczeniem z niemowlakami mnie nie przekonuje, a na dochodzącą nianię mnie nie stać. Nic to, wrócę od przyszłego semestru. Za tym przemawia tez fakt, że młody jest cały czas karmiony wyłącznie piersią.
Tymczasem cieszę się czasem, który spędzam z małolatem. Staram się mamę zabierać tu i ówdzie, ale to straszna męczarnia poruszać się po Nowym Jorku z dzieckiem w wózku. Prawie nigdzie nie ma wind, schody są strome, a wózek ciężki.
Młodego po obejrzeniu Hotelu Transylwania nazywamy Srakulą, co bardzo do niego pasuje. I ta wampirowata i ta srakulowata część.
Czytam niestety mało, ale za to oglądam polskie seriale z mamą. Zauważyłam, że grają w nich prawie ci sami aktorzy. Jest zwłaszcza jeden taki niewysoki z ciemnymi włosami, który pojawia się wszędzie. Ci, którzy mają telewizję na pewno wiedza o kogo chodzi, a sprawdzać mi się nie chce. W jednym z oglądanych seriali występują ci sami aktorzy w różnych rolach. I na przykład super ładna blondynka gra najpierw właścicielkę salonu kosmetycznego, a później ekscentryczną malarkę. Rudowłosy młodzieniec najpierw ginie w wypadku motocyklowym, a później gra syna bogatego biznesmena. Czyżby zupełnie brakowało aktorów? Jedno muszę przyznać tym serialom. Życie w nich jest prostsze, mało szarości, wątpliwości brak: albo coś jest złe, albo dobre i już. Szkoda, że rzeczywistość nie jet taka prosta.
poniedziałek, 15 lipca 2013
poniedziałek, 8 lipca 2013
Łszy i wszy, czyli czytamy Konopnicką
W czytaniu zaniedbałam się ostatnio z powodu braku czasu, a może raczej z powodu lepszych wrażeń i rozrywek. Dla siebie czytam więc niewiele, za to Młodemu czytam codziennie. Oscar uwielbia jak mu czytać pomału, wyraźnie, a nawet przesadnie, wymawiając wyrazy i raz po raz spoglądając w jego stronę. Jak jest rozbudzony to czytamy sobie głośno, pokrzykujemy przy każdym wykrzykniku i śmiejemy w głos nawet jak nie jest do śmiechu. Kiedy zasypia czytam stłumionym głosem, głaszcząc go po główce, a on pomału przysypia uśmiechając się i ziewając na przemian. Czytam mu prawie wyłącznie po polsku. Doszłam do wniosku, że angielskiego i tak się dobrze nauczy, a trzeba mu zaszczepić chęć mówienia i czytania po polsku. Jeśli nie miłość, to choć sympatię do języka.
Ostatnio czytamy więc "O krasnoludkach i sierotce Marysi" Konopnickiej. Nie wiem, czy pamiętacie tę książkę, ale jeśli nie, to powiem szczerze, że warto przeczytać. Jakim cudnym językiem jest ona pisana! Ileż pięknych imiesłowów. Najeżona jest tymi wszystkimi "powiedziawszy", "usiadłszy" i "wysłuchawszy", że aż nieprzyzwyczajony język się plącze. A zdania jaki długachne, złożone. Zobaczcie na przykład to: "Lud w tej krainie tak jest wojenny i mężny, iż drobne dzieci pieką w gorącym popiele kartaczowe kule, które gdy w żarze z trzaskiem pękać poczną, co jest całkiem niebieskiemu grzmotowi podobne, wtedy chłopcy, od pieluch już śmiercią gardzący, a i mdłe dziewczątka nawet, wygrzebują one pękające z okrutnym hukiem kartacze i dymiące jeszcze wprost do gęby kładą."
Nie piękne?
Ostatnio czytamy więc "O krasnoludkach i sierotce Marysi" Konopnickiej. Nie wiem, czy pamiętacie tę książkę, ale jeśli nie, to powiem szczerze, że warto przeczytać. Jakim cudnym językiem jest ona pisana! Ileż pięknych imiesłowów. Najeżona jest tymi wszystkimi "powiedziawszy", "usiadłszy" i "wysłuchawszy", że aż nieprzyzwyczajony język się plącze. A zdania jaki długachne, złożone. Zobaczcie na przykład to: "Lud w tej krainie tak jest wojenny i mężny, iż drobne dzieci pieką w gorącym popiele kartaczowe kule, które gdy w żarze z trzaskiem pękać poczną, co jest całkiem niebieskiemu grzmotowi podobne, wtedy chłopcy, od pieluch już śmiercią gardzący, a i mdłe dziewczątka nawet, wygrzebują one pękające z okrutnym hukiem kartacze i dymiące jeszcze wprost do gęby kładą."
Nie piękne?
niedziela, 23 czerwca 2013
Tak Łatwo Się Zakochać
Odczuwam ten stan euforii, który czuje człowiek zakochany. Zakochałam się, bo tak łatwo się zakochać. Ma niebieściutkie oczęta i coraz dłuższe rzęsy. Zakochałam się w ciemniejących brwiach i gęstych włoskach. Cudna jest łysinka, która zrobiła się od ciągłego leżenia. Uwielbiam te malutkie kanciate uszy. Kocham te małe usteczka ułożone w dzióbek- to na pewno po tacie. Rozczulają mnie łapki jak serdelki i dołeczki na łokciach, długie paluszki i po-wywijane paznokcie u stóp. Ma najcudniejszy bezzębny uśmiech na świecie. Uwielbiam gdy do mnie gada, choć nic z tego nie rozumiem. Lubi słuchać jak mu czytam, usypia kiedy go głaszczę. Nawet jego krzyk mnie nie drażni, chociaż czuję ulgę, że krzyczy już mniej. Jest idealny- mój syn.
wtorek, 4 czerwca 2013
Książki Polecam
Czytając post blogowy jednej z lubianych przeze mnie autorek zauważyłam coś o sobie. Otóż polecam książki bo jeśli coś zapadło mi w pamięć to chcę, żeby moi znajomi też to przeczytali. Nie pisze oficjalnych, właściwych recenzji. To za dużo męczarni nie psując zakończenia, nie wdając się zbytni w szczegóły. Zawsze piszę jednak parę słów. Czuję, że jak coś mnie się spodobało to jestem jednak winna autorce lub autorowi kilka dobry słów. A i sama lubię kiedy znajomi polecają książki. Przeczytałam w ten sposób kilka perełek.
Polecam zatem ostatnio czytaną przeze mnie książkę. "The Painted Girls" to powieść historyczna, której akcja rozgrywa się w dziewiętnastowiecznej Francji. Autorka wzięła kilka faktów zmieszała je w swojej wyobraźni i wyszła z tego całkiem ciekawa mieszanka. Jest i miłość siostrzana i romantyczna, jest zbrodnia i zdrada. Zazwyczaj nie czytam powieści historycznych, ale tę dostałam od wydawcy przez goodreads. Darmowe książki to jeden z powodów korzystania z tego serwisu.
Polecam zatem ostatnio czytaną przeze mnie książkę. "The Painted Girls" to powieść historyczna, której akcja rozgrywa się w dziewiętnastowiecznej Francji. Autorka wzięła kilka faktów zmieszała je w swojej wyobraźni i wyszła z tego całkiem ciekawa mieszanka. Jest i miłość siostrzana i romantyczna, jest zbrodnia i zdrada. Zazwyczaj nie czytam powieści historycznych, ale tę dostałam od wydawcy przez goodreads. Darmowe książki to jeden z powodów korzystania z tego serwisu.
niedziela, 2 czerwca 2013
Czas Świętować
Ostatnie zajęcia miałam w grudniu i już, dość, skończyłam szkołę. Ceremonia zakończenia odbywała się dopiero w maju i zastanawiałam się czy iść. Bo czy ma sens przywdziewać togę pięć miesięcy później? Czy ma sens stroić się i świętować jakieś osiągnięcie po takim czasie, kiedy dawno już przechodzi się nad tym do porządku dziennego? Przecież życie nie stoi w miejscu i przede mną już inne wyzwania i inne szczyty do zdobycia. I czasu teraz jakoś mało i snu brakuje.
Jednak warto. Warto zatrzymać się i świętować nawet jeśli to mała górka, a nie wielki szczyt. Znaleźć czas by odwrócić się i powiedzieć sobie: zasłużyłam na tę chwilę radości, bo pracowałam ciężko. A później powiesić togę do szafy i przywdziać nowy stój na nowe wyzwanie.
Jednak warto. Warto zatrzymać się i świętować nawet jeśli to mała górka, a nie wielki szczyt. Znaleźć czas by odwrócić się i powiedzieć sobie: zasłużyłam na tę chwilę radości, bo pracowałam ciężko. A później powiesić togę do szafy i przywdziać nowy stój na nowe wyzwanie.
wtorek, 7 maja 2013
środa, 20 lutego 2013
Nie, nie zapomnina się
"Jak tylko urodzisz dziecko to zapomnisz o wszystkich niedogodnościach ciąży i o bólu porodowym chociażby był najgorszy z możliwych"- Takie oświadczenia i im podobne słyszał chyba każdy z ust nowych i bardziej doświadczonych mam. Nie wierzcie im, to kompletna bzdura. Skąd wiem? Odkąd świat matek dowiedział się o mojej ciąży, co rusz jakaś życzliwa dusza widzi potrzebę dzielenia się ze mną swoimi ciążowymi i porodowymi doświadczeniami. Teraz jak już jestem całkiem spora taką potrzebę mają nawet nieznajomi.
A historie są zazwyczaj mrożące krew w żyłach. Każdy detal opisany skrupulatnie. Każda bolączka opisana ze szczegółami. Relacje porodowe minuta po minucie opowiedziane tak barwnie, że nie ma wątpliwości: amnezja poporodowa to bzdura. Nie tylko kobiety rodzące nie zapominają, ja też nie zapomnę niektórych historii. Rzadko te życzliwe osoby zwracają uwagę czy ja faktycznie chcę znać te historie. Zazwyczaj nie chcę, a jak chcę to zapytam. Prawda jest taka, ze większość tych opowieści i tak mi się nie przyda, a tylko może spędzić mi sen z powiek.
A historie są zazwyczaj mrożące krew w żyłach. Każdy detal opisany skrupulatnie. Każda bolączka opisana ze szczegółami. Relacje porodowe minuta po minucie opowiedziane tak barwnie, że nie ma wątpliwości: amnezja poporodowa to bzdura. Nie tylko kobiety rodzące nie zapominają, ja też nie zapomnę niektórych historii. Rzadko te życzliwe osoby zwracają uwagę czy ja faktycznie chcę znać te historie. Zazwyczaj nie chcę, a jak chcę to zapytam. Prawda jest taka, ze większość tych opowieści i tak mi się nie przyda, a tylko może spędzić mi sen z powiek.
niedziela, 10 lutego 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)



